Close

NIEZALEŻNA KOBIETA. KOBIETA SWOJEGO SUKCESU


FG6A6150


Doba ma 24 godziny. Każda poprzez ćwierć sekundy, godziny czasu, Twojego czasu jest na wagę złota. Wyobraź sobie, że budzisz się, wstajesz z łóżka, pijesz swoją ulubioną świeżo zaparzoną kawę, uśmiechasz się, witasz nowy zarazem piękny dzień. Twoje życie jest w miarę stabilne, poukładane na tamten czas, wszystko niby dobrze jest.

Tego dnia brakuje Ci tylko jednego..spokoju, własnego spokoju, męczy Cię od środka, takie przeczucie, że coś się zaraz wydarzy. Stało się.

21245754_1633863746647402_523359950_o

Każda kobieta zna swoje ciało. Zna siebie. Dowiadujesz się, że masz guza piersi. Ale dlaczego? Te pytanie nie jest na miejscu. W pierwszej kolejności idziesz i robisz prywatnie oczywiście USG piersi. Lekarz nic nie mówi, wstajesz, ubierasz się, dostajesz swój wynik i jedno zdanie lekarza, że konieczna jest dalsza diagnostyka i badanie biopsji. Łzy w oczach ale nie dowierzasz, że coś może być nie tak. Idziesz do pracy. Pracujesz, rozmawiasz z ludźmi aż w końcu dzwonisz i umawiasz się do kliniki oczywiście prywatnie na kolejne badanie. Czekasz tylko jeden dzień. Doczekałaś się, jedziesz, nie sama, z bliską Ci osobą u boku. Badanie wykazuje, że masz guza w piersi wielkości takiej i takiej. Rozumiesz, oswajasz się i umawiasz się do lekarza. Tym razem na NFZ. W myślach u kobiety, lat 22 bodajże jeden scenariusz. Operacja, depresja i pretensje do samej siebie a przy okazji do wszystkich w okół.

FG6A6184
To nic złego. Lekarz mówi Ci, ten niby najlepszy, do którego byłam skierowana. Tak to byłam ja. Takich najlepszych lekarzy było kilku. Uspokajał do takiego stopnia, że wierzyłam, że jest ok, jest naprawdę ok. To tylko 3 cm czegoś w piersi. Raz w miesiącu usg, badanie, poradnia onkologiczna była tak znajoma, że chęć do jej chodzenia była jak odruch wymiotny. Lekarz na kolejnej wizycie uspokajał. Mimo bólu, mimo wyników, które były niby ok, bo wielkość guza powiększała się tylko o kolejne parę milimetrów, nic złego. Gdyby nie ból, gdyby nie to, że od środka znów męczy Cię niepokój. Umawiasz się prywatnie do najlepszego onkologa w mieście. Prywatnie oczywiście, czekasz w kolejce 4 godziny, tak, serio. Przyjmuje Cię, uspokaja Cie, uśmiecha się do Ciebie i mówi Ci, że jest ok, operacji nie będzie, nie będziemy usuwać, są gorsze przypadki. Płacisz pieniądze, wychodzisz i żyjesz dalej. Kontrolne badania nie są już raz w miesiącu a co dwa miesiące.

FG6A6183
Mija tak jakieś 11 miesięcy od czasu  przyzwyczajania się do tego, że coś w Tobie jest nie tak. Poprzez  jednego guza czujesz się gorsza. Żeby to jednego…
Idziesz na kolejną wizytę do lekarza, kolejne badanie usg i słyszysz, że masz coś nowego, nowego nie do końca, bo również guza ale w drugiej piersi. Do tego guz numer jeden jest w wielkości prawie 5 cm.
Nie wytrzymuje. Płaczę. Wychodzę. Dzwonie do mamy, do chłopaka, do Agi.
Wracam z powrotem z łzami w oczach do przychodni, Pani z recepcji nie wahała się nawet od razu bez pytań umówić mnie do innego lekarza i to na szybko.
Kolejny lekarz, w głębi serca wątpisz w jego całe leczenie i dobre intencje.
Czekamy z mamą w kolejce. Wśród ludzi czekających na wizytę do lekarza byłam zawsze tą najmłodszą i zadawałam sobie pytanie-dlaczego to właśnie ja?!
Lekarz Cię wywołuje, wchodzisz, opowiadasz wszystko od początku, początku i całej drogi z guzem. Ten lekarz okazał się strzałem w 10.
Okazało się, że operacja jest konieczna, kolejne badanie, kolejna biopsja, tym razem bolesna, konsultacja lekarzy nad terminem operacji, nad czasem, pogodą,dziewczyna 22 lata, młoda czy na pewno? Moje pytania to „czy będę miała na pewno całą pierś, czy nie będę miała zniekształceń, czy będę mogła w przyszłości karmić piersią swoje dziecko?” odpowiedzi nie były jednoznaczne no i pytanie do mnie samej, czy się zgadzam? Zgodziłam się. Były już myśli i plany w głowie nad kliniką nad wszczepieniem implantów.

Dzień operacji. Pytań do lekarza przed operacją multum. Stres. Operowała mnie jedyna kobieta lekarz, która jest na tym oddziale, cieszyłam się, że to była kobieta. Kobieta, która zrobiła to znakomicie. Udało się. Mam pierś. Piękną. Nie ma blizny. Żyje. Doceniam swoje piękno. Swoje piersi. A o drugą dbam, kontroluje, czas pokaże co dalej.

Pisząc Ci o tym śmieje się sama do siebie. Minęło już trochę czasu od tamtego dnia, tamtej wiadomości i dałam rade. Miałam wsparcie ale największą bohaterką i kobietą sukcesu jestem ja sama.

Badaj swoje piersi. Badaj siebie. Szczęśliwa jesteś wtedy jak jesteś szczęśliwa sama ze sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close